„Kobieta” to nie jest obelga

Przez wieki różnie nazywano kobietę. „Niewiasta”, bo nie wie. „Białogłowa”, bo mężatki nosiły białą chustkę na głowie. „Kobieta”… cóż, kob to dawna nazwa chlewu czy koryta. Dzisiaj jest to słowo neutralne, kiedyś było obelgą.
Kiedyś?

***

Jest wiele naleciałości językowych związanych z tym tematem. Rodzaj niemęskoosobowy, zbierający hurtem „wszystkie istoty niebędące dorosłymi mężczyznami”, czyli kobiety, dzieci, zwierzęta i rzeczy mieszczą się w jednej kategorii gramatycznej. Za każdym razem, kiedy omawiam ten temat na lekcji, wspólnie z uczennicami i uczniami zżymamy się na to gramatyczne nieporozumienie.

„Człowiek” to domyślne określenie mężczyzny. Nazwisko ojca, które po ślubie można zmienić na nazwisko męża. Język jest skostniały, więc pokazuje, że kobietę uznawano za podgatunek człowieka, istotę bezwolną. W dekalogu słowa „nie pożądaj kobiety” zaczynają litanię: ani zwierząt, wołu, osła, rzeczy swojego bliźniego.

***

Znam matki, które mówią córkom, że chłopcom się żyje lepiej. Przy czym one same się do tego dokładają, inaczej traktując syna, a inaczej córkę. Znam matki, które otwarcie cieszą się, że mają tylko synów i uważają, że chłopcy lepiej umieją rozwiązać swoje sprawy. Nawet jeśli statystycznie chłopcy są bardziej skłonni do rywalizacji, a dziewczyny do współpracy.

***

Historia pełna jest dzielnych kobiet, które zakasywały ręce i dźwigały ten kraj i ten świat. Nadal to robią. Samotnie wychowujące dzieci, wdowy po wojnie, dziewczyny ciągnące całą rodzinę, rozwożące po zajęciach dodatkowych, ćwiczące z nimi, gotujące po nocach, koszące trawę, zajmujące się remontami, wszystkim i wszystkimi. Często doświadczam, że to kobiety mają więcej empatii, czułości, samozaparcia, są niebywale pracowite i zorganizowane, a przy tym potrafią się dogadać, rozmawiać, wspierać. Podziwiam takie kobiety. Podziwiam wszystkie kobiety, które dają sobie radę. Znam takich mnóstwo.

***

Kobieta ma dobrze wyglądać. Ocenianie na podstawie wyglądu to dla nas chleb powszechni. Kobiety, które zajmują się polityką czy nauką, są krytykowane za to, jak wyglądają, przy czym to akurat nie ma żadnego znaczenia w tych zawodach. W mało których ma.

To aż niepojęte, ale zakrywając twarz maseczką, poczułam ulgę. Nikt nie patrzył na moją twarz. Poczułam się niewidzialna i dobrze mi z tym było, bo to ja o tym decydowałam.

***

Niedawno była akcja robienia sobie zdjęć w szpilkach, teoretycznie mająca wspomóc jakiś charytatywny cel. Szpilki to nie są buty do chodzenia, tylko do wyglądania. Mam wrażenie, że szpilki mają na celu spowolnienie kobiety. Są nienaturalne i przeszkadzające w normalnym egzystowaniu. Ja codziennie śmigam w trampkach i różnych płaskich butach. Życie jest za krótkie na chodzenie w niewygodnych butach.

***

Rozmawiam z czteroletnią bratanicą.
– Ola, jesteś super.
– Wiem, Madzia.
Taką kobietą trzeba być.

***

Jestem dumna, że jestem kobietą.

Lipcowe polecajki

Były polecajki listopadowe i kwietniowe, zapraszam więc na lipcowe. Dzielę się dobrem:

  • Daði Freyr. To bardzo pozytywny twórca – nie można się nie uśmiechnąć, oglądając ten teledysk. Albo ten koncert dla krów. Tak, dla krów. Prawie biły brawo. Lubię też jego covery, z domu, z amatorskiego studia, do mikrofonu przyklejonego taśmą klejącą. To taki człowiek-orkiestra. Bardzo żałuję, że w tym roku Eurowizja (której zwykle nie oglądam) została odwołana. Oglądałabym tylko dla „Think about things”.
  • Czytanie klasyki. Polecam szczególnie „Na wschód od Edenu” Steinbecka. Niech nikogo nie przerazi niemal 800 stron. Saga rodzinna, Stany Zjednoczone na przełomie wieków, problem dobra i zła, zasługiwania na miłość rodzica i kwestia zazdrości (analogie do historii Kaina i Abla). I czy zło można zwyciężyć, jak się jest po prostu ufnym, dobrym, naiwnym człowiekiem?
  • Serial „Kidding” z Jimem Carreyem (HBO). I znowu – czy zło można zwyciężyć dobrem? Serial jest tragikomiczny, smutny, kiedy trzeba, a czasem zaskakujący tak, że paskam śmiecham albo otwieram buzię ze zdziwienia. No i ma świetną, animowaną czołówkę, za każdym razem inną.
  • Podcast Niedźwiedzka o zmierzchu – w wielkim skrócie: o seksie i emocjach. Pouczający.
  • Podcast Historyczny – często miałam gęsią skórkę, słuchając. Bardzo polecam, zwłaszcza odcinek o Murze Berlińskim.
  • Profil Marcina Orlińskiego. Szanuję poczucie humoru, błyskotliwość oraz umiłowanie słowa (wszak poeta, redaktor).

Z rzeczy pozainternetowych:

  • nurkowanie w jeziorze z zatopioną koparką. To akurat nie ja, ale ktoś bliski. Ja byłam świadkiem tych emocji. Niesamowita przygoda.
  • pływanie kajakiem po Nidzie
  • jazda rowerem
  • chodzenie na dobre lody
  • jedzenie dobrych pomidorów polanych ostrą, drapiącą w gardło, aromatyczną oliwą
  • bycie uprzejmym dla ludzi, w tym także dla całkiem obcych, np. w autobusie albo na przystanku. Ostatnio koleżanka opowiadała mi o pyskówce w autobusie. Ludzie potrafią się pokłócić, zwyzywać, poniżać publicznie – po co to? Żeby udowodnić swoje wyszczekanie? (Nie ma się czym chwalić) Żeby się wyżyć? Dlaczego na obcym człowieku? Dlaczego w ogóle na kimś? Dlaczego w ogóle?

Tymi pytaniami bez odpowiedzi zakończę. Miłego lipca!

Kobiety i zakupy, czyli trzy marcowe myśli

Ależ mi wyszedł kontrowersyjny tytuł! Żeby niby kobiety kojarzą się tylko z robieniem zakupów? Że wpis będzie lekki, łatwy i przyjemny? Niekoniecznie.
Ale do rzeczy.

Po pierwsze: O zakupach przez internet

Kiedy robię zakupy przez internet, chyba najbardziej irytują mnie zdjęcia chudych modelek. Ok, wiem, jak będzie wyglądała w tych ubraniach osoba z płaskim brzuchem. A ja? Jak to ubranie wygląda na osobie z fałdkami w okolicach brzucha? Kiedy oglądałam suknie ślubne, miałam ten sam dylemat. Żeby dany model dobrze na mnie leżał, musiałabym być pół raza wyższa niż jestem (zresztą podejrzewam, że tak jest z większością sukien ślubnych).

Tak więc postuluję o większą różnorodność modelek. Niech każda klientka zobaczy, jak naprawdę będzie wyglądała w tym ubraniu.

No dobrze, jeszcze bardziej irytuje mnie, kiedy przysyłają biały produkt zamiast czarnego, a przesyłka idzie dwa miesiące, bo na stronie napisali małym druczkiem, że tak może być, a ja nie doczytałam.

Po drugie: Jak to jest z tą przyjaźnią w serialach?

Oglądałam niedawno serial, w którym bohaterka zostaje wdową i zaprzyjaźnia się z kobietą, którą poznaje na spotkaniach dotyczących żałoby. Obie mają tylko siebie, co jest znaczące dla rozwoju akcji – jest to sytuacja dobra i zła jednocześnie.

Osoby po trzydziestce, czterdziestce – nie mają innych przyjaciół i znajomych, na których mogliby liczyć w trudnej sytuacji, pogadać, poprosić o przypilnowanie dzieci. Nie mają zaplecza. W chwili startu serialu zaczynają wszystko od początku. Trochę mnie to dziwi, bo uważam, że człowiek prócz związku powinien mieć jeszcze swoją grupę wsparcia. Dużo bardziej realistyczni są bohaterowie, którzy kogoś takeigo mają. No chyba że mają tak trudne charaktery, że nikt z nimi nie wytrzymał. Tak też w serialach bywa. I w życiu.

Po trzecie: O Dniu Kobiet

Mieliśmy ostatnio święto w szkole, przedstawienie, życzenia, kwiatki, czekoladki. Ciekawym zjawiskiem jest otrzymanie kwiatka tylko dlatego, że się urodziło jako osoba danej płci. Ani to moja wina, ani zasługa.

Zżymam się oczywiście na wszelką niesprawiedliwość dotyczącą płci, na paternalistyczne traktowanie kobiet i szowinizm. Boli mnie to, jak ktoś mówi, że kobiety są trochę głupsze. Albo kiedy się je pomija w narracji o świecie. Kiedy mężczyźni szli na wojnę czy brali udział w powstaniu i ginęli, to wdowy musiały podciągnąć rękawy i brać się do pracy (a ich edukacja pozostawiała przecież wiele do życzenia), żeby wyżywić osierocone dzieci i dać sobie radę z całym tym pozostawionym przez wojny bałaganem – ale bohaterami są tylko żołnierze. Dla mnie bohaterkami są również te wdowy. Przez wieki o nich nawet nie wspomniano.

Sytuacje, w której „mężczyźni tłumaczą mi świat” (jak pisała w swoim eseju i książce Rebecca Solnit). Albo przekonanie, że „kobiece” znaczy gorsze – gdy uważa się, że pisarki, poetki, reżyserki tworzą dla kobiet, a mężczyźni tworzą dla wszystkich. „Kobiecy biznes” to na pewno waciki, rękodzieło albo jakieś głupoty, a „kobieca literatura” to romans z kwiatkami na okładce i przesłodzonym zakończeniem. A najbardziej chyba boli mnie, kiedy w sprawach o molestowanie czy gwałt nie wierzy się skrzywdzonej kobiecie. Bo to tylko słowo, bo „mogła się mścić”, bo „można łatwo rzucić oskarżenie i zniszczyć człowieka” (tak jakby przemoc seksualna nie była niszczeniem człowieka).

Tak więc jeden dzień, kiedy ktoś jest dla mnie milszy niż zwykle – nie załatwi tych wszystkich rzeczy, które wymieniłam powyżej.

***

Więcej o przyjaźni przeczytasz tutaj, o ciele, o zakupach też pisałam, bo nie lubię, o serialach, bo lubię.

Joanna Skrzypiec czyta fragment „Bielskich profesji”

Joanna Skrzypiec, dziennikarka radiowa o cudownym głowie, czyta fragment „Bielskich profesji”. Który wybrała? Jak go zinterpretowała?

Zapraszam do kliknięcia i odsłuchania:

(Przyznam, że nawet ja, znając niemalże ten tekst na pamięć, wzruszyłam się podczas słuchania).

Serialowe kobiety, które podziwiam

Ostatnio zdałam sobie sprawę, że w serialach bardzo zwracam uwagę na dobrze napisane postacie kobiece. Bohaterki, które są „jakieś”. Póki co mam swoje trzy ulubione kobiety z seriali:

Brienne z „Grace i Frankie”. Często zastanawiałam się, czy jestem bardziej jak Grace, czy Frankie i która w danym momencie mnie bardziej irytuje. Natomiast Brienne jest jedyna i niepowtarzalna. To postać doskonale napisaną. Ironiczna, inteligentna, pewna siebie, wredna, zadziorna.

Lagertha z „Wikingów”. Powiem tylko jedno: zdrada Lagerthy jest niewybaczalna, Ragnarze. Lagertha jest waleczna, silna i zwykle ma ładną fryzurę.

Rita – duńska nauczycielka z serialu o tym samym tytule. Bardzo bezpośrednia, pyskata i pewna siebie. Lubi swoją pracę i lubi dzieciaki. Pomaga wszystkim tym, które tego potrzebują, a uciera nosa zarozumiałym i rozpieszczonym. Załatwia sprawy niemożliwe, trudne przypadki to dla niej zadanie i nie spocznie, dopóki czegoś nie wymyśli. Nie rozkłada rąk. Nie załamuje. Nie wzdycha. Działa – i to jest w niej świetne; ale jest tam też Hjørdis, która z sezonu na sezon staje się coraz lepszą nauczycielką, asertywną i odważną i towarzyszenie jej w tej nauce jest wielką przyjemnością.

RitaJak widać, podziwiam kobiety o cechach, jakie sama chciałabym mieć. Imponują mi kobiety, którymi nie jestem albo nie widzę się taką.

Którą kobietę z serialu dopisalibyście do listy? Dlaczego?

 

Czytelnicze podsumowanie 2019 roku

Rok 2019 był ciężki, pracowity, pełen wzlotów i upadków, a także wypełniony różnymi rzeczami po brzegi, więc czytanie wymagało dużo samozaparcia. Przyznaję od razu, przeczytałam 61 książek. To mniej niż w tamtym roku, ale więcej niż w internetowych wyzwaniach, gdzie trzeba czytać jedną książkę tygodniowo, więc w sumie 52.

Czytam książki mądre i bzdurne, choć te drugie staram się ograniczać (niestety czasem dopiero w trakcie czytania okazuje się, że książka należy do tej drugiej kategorii).
Czytam powieści i poradniki.
Czytam książki naukowe i klasykę, zwaną czasem lekturami szkolnymi, chyba dla odstraszenia.
Czytanie mnie zmienia, poszerza mi myślenie i postrzeganie rzeczy, w tym także myślenie o literaturze i języku (o których lubię naprawdę dużo myśleć).

***

Polubiłam Kereta. Keret jest super. Podobnie jak Roland Topor – dziwny, groteskowy, ale pasuje mi ta dziwność. Rozczarowałam się Anną Gavaldą, która jest podobno gwiazdą literatury francuskiej, ale dla mnie na dwie dobre książki (mówię od razu: warto przeczytać „Lepsze życie” i „Po prostu razem”, resztę można sobie odpuścić) ma cztery słabe. Wiem, bo w tym roku przeczytałam sześć jej książek. Z nachalnych bestsellerów – pana Musso na pewno czytać nie warto.

Ciekawe i intrygujące były:
„Trawa śpiewa” Doris Lessing, „Lektor z pociągu 6.27” Jeana-Paula Didierlaurenta, „Nieczułość” Martyny Bundy, „Próba” Eleonore Catton.
Wstrząsająca: „Bogowie na balkonie” Anji Snellman.

Przepiękne:
„Miłość i inne nieszczęścia” Oliviera Bourdeauta, „Nazywam się Cukinia” Gilles’a Paris’a, „Córka rzeźbiarza” Tove Jansson, „Miasteczko w Islandii” Guðmundura Andri Thorssona.

Dające do myślenia:
„Brakująca połowa dziejów. Historia kobiet na ziemiach polskich” Anny Kowalczyk, „Poza schematem” Malcolma Gladwella, „Boskie zwierzęta” Szymona Hołowni.

Pouczające:
korespondencja Erwina Axera i Sławomira Mrożka oraz „Jak oni pracują 2” Agaty Napiórskiej. Może ktoś niekoniecznie interesuje się tym, jak pracują artyści, czy rano, czy wieczorem, i czy piją kawę, czy wodę, ale dla mnie wszystkie wywiady były bardzo zajmujące i dużo zrozumiałam podczas ich lektury.

Żeby być przygotowaną na serial, przeczytałam „Opowieści o Wiedźminie” i „Sezon burz” Sapkowskiego. W tym roku będę czytać dalej o Wiedźminie.
Na 2020 przeszły książki zaczęte (a zaczynam zwykle 3-4, kończę w zależności od nastroju), a i mam stosik wypożyczonych. Tylko żeby mieć spokojną głowę do czytania. Tego sobie życzę.

Paulina Nawrocka czyta fragment „Bielskich profesji”!

Paulina Nawrocka to dziennikarka, która tworzy bardzo ciekawy podcast Zabawy jedzeniem oraz blog o tej samej nazwie. Czy domyślacie się już, jaką profesję wybrała do przeczytania?

Posłuchajcie, jak to świetnie brzmi!

Listopadowe polecajki

Z roku na rok jesienie stają się coraz trudniejsze, a chęć zapadnięcia w sen zimowy coraz to przemożniejsza. Jak tak dalej pójdzie, to za rok mnie chyba nie dobudzicie.
Ale do rzeczy.

Po pierwsze podcasty Okuniewskiej. Dowcipne, mądre, czasem tak zadziwiające, że otwieram buzię szeroko, a czasem parskam śmiechem albo myślę sobie: kurcze, też tak mam i dlaczego całe życie myślałam o sobie źle z tego powodu. Najpiew słuchałam „Tu Okuniewska”, potem miałam drugie podejście do „Moich przyjaciółek idiotek”, które kiedyś nie zachwyciły, a teraz a i owszem. Przede mną jeszcze „Dziewczyny z sąsiedztwa”. Dobrze, że nagrała tego tak dużo, mam czego słuchać!

Po drugie: pójście do teatru na coś nieoczywistego. Ja ostatnio poszłam na „Ballady i romanse”. Mimo niechęci do Mickiewicza i romantyzmu. I dobrze, że poszłam, gdyż wyszłam tak zachwycona i pod wrażeniem, że brakowało mi nawet słów zachwytu. Teatr jest zawsze dobry, jak się chce trochę zaczarować swoje zwykłe życie.

Po trzecie: przeczytanie książki w jeden dzień. Uwiera mnie niemożność czytania tyle, ile bym chciała, i to czytania tego, co niekoniecznie chcę kolejny raz czytać (lektury szkolne), bo otem brakuje mi czasu na czytanie dla przyjemności. I książek dla dorosłych, jakkolwiek by to nie brzmiało. Tak przynajmniej tłumaczę, dlaczego wolę przeczytać kolejną powieść o Islandii, Annę Gavaldę, reportaże albo eseje niż cykl o Percym Jacksonie albo Harrym Potterze. Tak więc przeczytałam przepięknie napisane „Miasteczko w Islandii” (okładka obiecała, że to najpiękniejsza książka, jaką przeczytam w tym roku. Poprzeczka wisiała wysoko. Może nie była to książka najpiękniejsza, ale przyznaję, zajmuje górną półkę. Tyle że nie jest tam sama. Może gdybym ją przeczytała w styczniu albo maju…

Po czwarte: czytanie śmiesznych wierszyków. Na przykład polecono mi „Błysk rewolwru” Szymborskiej i rzeczywiście czytałam z uśmieszkiem albo i nawet chichotałam. A chichot jesienną porą jest zawsze mile słyszany.

Po piąte: kulinarne dogadzanie sobie. Na przykład zjedzenie świeżego pączka (byle nie z lukrem, lukier jest okropny!) albo croissanta na ciepło.

Po szóste: pojechanie na jakieś ciekawe warsztaty. Konfrontacja z ludźmi, którzy lubią to samo, którzy mają podobne poczucie humoru, a jednocześnie pozwalają wyrwać się z Byłam więc na warsztatach pisania nieoczywistych form literackich (limeryki, moskaliki, epitafia, ideanonsy, lepieje itp.) organizowanych przez „Przekrój”. Pisanie śmiesznych wierszyków też oczywiście polecam.

Dobrego listopada, drodzy Państwo!

Jak ukryć ciało?

Tytuł brzmi jak z kryminału?
I bardzo dobrze.

***

Kiedy przeglądam gazety dla kobiet, najbardziej interesuje mnie moda. Czytam różne porady i czego się dowiaduję? Na przykład, jak ukryć wystający brzuch. Jak ukryć fałdki. Jak ukryć szerokie ramiona. Jak ukryć obfity biust. Albo za mały. Jak ukryć szerokie biodra. Albo brak talii.
Dostrzegasz pewną prawidłowość?

Jak ukryć swoje ciało.
Bo masz go za dużo, mówi Ci gazeta. Mówią Ci wszystkie gazety.
Jest Cię za dużo. Ukryj się.
Nie chodź w tej spódnicy, bo wydajesz się duża. Tak jakby rolą kobiety było bycie małą, filigranową.

Przykro mi za te wszystkie kobiety, które są po prostu duże. Wysokie. Szerokie. Chwilowo tu nie pasują. Może niech się zgarbią, zakryją szerszymi ubraniami, niech coś ze sobą zrobią. Bo samym swoim widokiem niepokoją, zniesmaczają innych.

***

„Zbyt często nadaje się wymiar moralny wyglądowi zewnętrznemu, przypisując kobiecie dobro lub zło zależnie od tego, czy jej wymiary, wzrost, sylwetka czy sposób poruszania są zgodne z jednym obowiązującym ideałem” – pisze Clarissa Pinkola Estes. Ta Meksykanka o bujnych kształtach opisuje, jak pewnego razu pojechała na Przesmyk Tehuantepec odnaleźć swoich przodków, którzy „w swoim plemieniu mieli same tęgie, silne, zalotne kobiety potężnych rozmiarów. Poklepywały mnie i poszczypywały, zauważając, że jestem za chuda. Może za mało jem? Może jestem chora? Muszę się lepiej starać, bo kobieta to przecież La Tierra, ma być okrągła jak ziemia, bo ziemia tak wiele musi unieść”.

Zupełnie inne spojrzenie, prawda? Ciało, które jest akceptowane, które ma wiele do zrobienia. Ciało, które wiele wycierpiało, które się starzeje, które dźwigało dzieci, chorowało – zmienia się, wygląda inaczej, ale nadal jest warte kochania i opieki.

***

Ostatnio usłyszałam, jak pewna kobieta żartowała ze swojego ciała, mówiąc, że wygląda jak maszkaron. Taki żart, że niby ma dystans do siebie i do starzenia się.
Zawsze sobie wtedy myślę: czy nazwałabyś tak swoją przyjaciółkę? Dlaczego traktujesz siebie najgorzej?
Szanuj osobę, którą jesteś. Każdy jest wartościowy. Różnorodność nie jest wadą.

I przestań się ukrywać.

***

Ps. Cytaty pochodzą z książki pt. Biegnąca z wilkami (s. 218 i 221). To taka książka, którą chwali wiele osób, a ja nie mogę przez nią przebrnąć, ale ostatnio przeglądam rozdziały i czasem natrafiam na coś, co bardzo do mnie trafia.

I drugi PS. Polecam też mój nieco starszy wpis o kobiecie przed lustrem.

Kwietniowe polecajki

Pierwszy kwietnia spędzam przed komputerem, opracowując swoje plany zawodowe, czytając branżową książkę, jednym uchem słuchając słuchowiska, jedną ręką robiąc pranie, zerkając do słowników z zamiarem napisania wpisu o słowach i do notatek z zamiarem ruszenia powieści.

Ale zanim to wszystko nastąpi, podzielę się nowymi internetowymi odkryciami:

Zacznę od słuchowiska (podcastu) „Piąte: nie zabijaj”, którego miałam nie słuchać. Dość, że kryminały, których nie lubię, to jeszcze prawdziwe historie, a do tego wszystkiego rzecz dzieje się w Polsce, czasem nawet w moim województwie. Niestety wciąga.

Po drugie, newslettery Dutkowskiej. Miałam napisać, że dają powera, ale może bardziej po polsku: dodają poczucia mocy i sprawczości, inspirują, zasypują pomysłami, skłaniają do myślenia i działania, a przede wszystkim budzą we mnie nieśmiałą myśl, że i ja mogę się kiedyś zająć biznesem. Udowadniają, że kobiece biznesy mają prawo się udać i często się udają. Cała Latająca Szkoła jest zresztą dowodem i źródłem inspiracji. Zawsze w sobotę od rana czekam na ten list, serio.

Po trzecie, słuchowisko pt. „Zabawy jedzeniem”. Lubię czytać i słuchać o jedzeniu, poznawać historie różnych produktów czy analizować potrawy pod kątem kulturowym (sama nawet napisałam wpis o cieście jako tekście). Nic dziwnego, że i Zabawy jedzeniem trafiły w mój gust!

Po czwarte, aplikacja do nauki języków. Są ćwiczenia na słuchanie, budowanie wypowiedzeń, jest rozbudowywanie słownictwa. Przeszłam kiedyś przez Duolingo i sporo mi dało, a teraz polecam Fun Easy Learn.

Po piąte, książka pt. „Zawód artystka” z tej strony. Wwłaśnie jestem w połowie pracy z podręcznikiem i jest tu sporo treści do przetrawienia, przepracowania, zastanowienia się.

Po szóste, serial „Bodyguard”. Sześć godzin zleciało jak z bicza strzelił, a wrażenia niemałe. W niektórych momentach siadałam na łóżku, bo nie dało się oglądać na leżąco.

***

Z odkryć nieinternetowych, analogowych, online, dotykalnych i namacalnych:

  1.     dużo kwiatów doniczkowych w domu. Mieć zielony parapet to naprawdę fascynująca i miła sprawa!
  2.     wyjazd nad morze poza sezonem;
  3.     urodziny spędzane wśród lubianych ludzi;
  4.     żółty kolor na sukience i bluzce;
  5.     czerwona szminka mocy, czyli jak kolor ust robi robotę!

Dobrego dnia!

1 2 3 4