„Zwiększ czułość”: zalety bycia żoną fotografa

Jak można wywnioskować z poprzednich wpisów, jestem językoznawcą, korektorem, polonistką. Zajmuję się słowem i przez ten pryzmat spoglądam i analizuję rzeczywistość. Od siedmiu lat jestem z fotografem, którzy patrzy i myśli obrazami, ma w głowie gotowe kadry. Widzę, jak jego pasja rozwija go, ale też w jakiś sposób zmienia moje postrzeganie świata.

Oto zalety bycia żoną (dziewczyną, partnerką) fotografa.

Fotografie

Zawsze masz ładne zdjęcia profilowe i wszystkie inne (minęły czasy selfie z telefonu, zdjęć robionych kamerą, pikselozy i fotografii, na których niemalże nie widać twarzy).

profilowe 2007 i 2016

(2007 po lewej i 2016 po prawej)

Zaczynasz zauważać, kiedy ktoś ma ładne zdjęcie profilowe.

Od czasu do czasu stajesz się modelką i muzą. Oglądasz siebie na zdjęciach, które uwypuklają twoje zalety, a więc patrzysz na siebie łaskawiej, a większość kompleksów gdzieś czmycha.

Podczas oglądania zdjęć potrafisz wskazać, które jest złe technicznie i dlaczego. Na wystawy fotograficzne chodzisz świadomie, patrząc na kompozycję, światło, ziarno i ogólny zamysł. Oburzają cię zdjęcia robione przed lustrem z użyciem lampy błyskowej.

Wiesz, kiedy jest złota i niebieska godzina (chociaż czasem to mylisz).

Jeśli chcesz zilustrować wpis, zawsze masz jakieś ciekawe zdjęcie do dyspozycji.

Bliskość

Zawsze jesteś potrzebna, np. trzymasz holder (subtelny pleonazm!) lub filtry.

Dumnie dzierżysz statyw podczas każdej podróży (możesz nosić też torbę fotograficzną, ale wierz mi, wolisz statyw).

Wspierasz go w jego pracy, wykonując czynności drugorzędne, ale niezbędne: odganiasz komary (z jakichś niezrozumiałych powodów do niego lgną bardziej), całym ciałem chronisz przed halnym fotografa i chwiejący się statyw z aparatem. W razie wyjątkowo sprzyjających okoliczności po prostu trzymasz holder lub filtry…

Jesteś blisko swojego mężczyzny, gdy wykonuje swoją pracę ("chodź ze mną na wschód słońca, będzie fajnie, zobaczysz")…

…co z kolei gwarantuje często niezapomniane przeżycia: sterczycie razem w nocy, wpatrując się w niebo, czekacie na wyjście księżyca zza chmury, brodzicie w porannej rosie czy jesiennym szronie, czekacie na ukazanie się słońca ("O, popatrz, pierwszy promień już się przedostał!"). Popędzacie słońce, by szybciej wyszło zza horyzontu – jest w tym coś mitycznego.

Wspominałam już o tym wcześniej, ale powtórzę: dzięki uważnemu fotografowi przy boku zaczynasz dostrzegać barwne niuanse nieba nad ranem.

Kiedy zza obiektywu mruczy "Muszę zwiększyć czułość…", bierzesz to za dobrą monetę. No, chyba, że czułości masz aż nadto, wówczas jęczysz tylko: "Znowu???"