Kulturalne rozpoczęcie roku

Chciałam jakoś kulturalnie zakończyć tamten rok, ale ani się człowiek obejrzał, a tu już dwa tygodnie stycznia przeleciały jak z bicza strzelił.
Więc niech będzie rozpoczęcie.

W tamtym roku oglądałam dużo seriali, nadrobiłam filmy, które zawsze chciałam obejrzeć. Pamiętam zdanie z początku pandemii, że kultura daje ukojenie i dzięki twórczości wielu ludzi udało nam się przetrwać kwarantanny, izolacje, różne zmartwienia, kłopoty i stresy.
Po prostu włączałam serial.

Seriale

Po 25 latach obejrzałam ponownie Jezioro marzeń. Serial o normalnych nastolatkach. Podróż sentymentalna.

Największym odkryciem, ba! serialowym odkryciem roku było amerykańskie The office. Tak, brytyjski pierwowzór też obejrzałam. Amerykańskie Biuro jest doskonałe. Dobrze napisane, wyważone: balans przegięcia, żartu i wzruszeń był zachowany. Chichotałam, parskałam śmiechem i się wzruszałam. Wątek miłosny jest subtelny, uroczy i taki… zwyczajny w dobrym tego słowa znaczeniu. Główny bohater jest jednocześnie tragiczny i komiczny, głupi i mądry, czasem wkurza niemiłosiernie, ale ma się do niego słabość. Jak można napisać kogoś takiego jak Michael Scott?!
Na jednym oglądaniu się nie skończyło.

A z kolei ten serial był wstrząsający: Jak nas widzą. Prawdziwa historia. Niesprawiedliwość i uprzedzenia. Tu cały czas płakałam, oglądając.

Filmy

Trudno mi wymienić swoje ulubione filmy, a na pewno nie mam jednego ulubionego. Pisałam kiedyś o Fortepianie, ale bardzo też lubię i cenię francuski film pt. Dzień, który odmienił moje życie. Do tych filmów, które przychodzą mi na myśl jako ulubione, dołącza Frances Ha. Odnajduję  w bohaterce cząstkę siebie – z jej zmaganiem się i rozpaczliwą walką o spełnianie marzeń, a ta walka wcale niekoniecznie skończy się hollywoodzkim happy endem, bo życie takie nie jest, ale też może się skończyć pogodnie, choć inaczej. Jest tam też wątek przyjaźni, która się kończy i choć się nie chce wypuścić jej z rąk, to jednak trzeba. Bardzo mnie ten wątek boli, ale jest tak bardzo mi bliski i prawdziwy. I pewnie dlatego ten film został we mnie na długo.
I jest czarno-biały.

I mam taki kolaż na jego podstawie.

Poza tym bardzo podobał mi się feministyczny klasyk i manifestacja girl power, czyli Thelma i Louise. Za dobre filmy uważam również Bękarty wojny i Manchester by the sea.

Natomiast nie przypadły mi do gustu: Czarownice z Eastwick, Dzikość serca, Stalowe magnolie, 8 kobiet czy Annie Hall. Po prostu nie. Z wielu względów.

Książki

Urzekły mnie: Ziele na kraterze (myślałam, że to będą nudy, a styl i opowieści autora są po prostu wspaniałe!), Rzeczy, które spadają z nieba (autorką jest Selja Ahava, czyli oczywiście znowu oczarowała mnie surowa i oszczędna literatura skandynawska) i Widać było tylko szczęście (Gregore Delacourt, tu z kolei losy francuskiej rodziny, która przekazuje zranienia następnym pokoleniom, ale na zdjęciach rodzinnych widać tylko szczęście, nie?).

Wyzwanie ukończone: przeczytanie Pana Tadeusza w 9,5 godziny (weekend polonistki przed omawianiem lektury).

Wielkie rozczarowanie: Normalni ludzie.

Szok: Młyny boże. Zapiski o Kościele i Zagładzie.

Polecane reportaże: Nie zdążę Olgi Gitkiewicz oraz A co wyście myślały? Spotkania z kobietami z mazowieckich wsi Aleksandry Zbroi i Agnieszki Pajączkowskiej. Polecam też mądre i dobre książki: Czułą przewodniczkę Natalii de Barbaro i Seriale. Do następnego odcinka Katarzyny Czajki-Kominiarczuk. Bo lubię seriale i cenię Zwierza Popkulturalnego.

Do zobaczenia i przeczytania w 2022 roku :)

Literatura męska jest dla wszystkich, literatura kobieca jest dla kobiet

Mam problem z tak zwaną literaturą kobiecą. Mam problem z tą zwyczajową nazwą. Sama jestem kobietą i w sumie moje pisanie dociera przede wszystkim do kobiet, ale boję się łatki „kobiecego pisania”. W sumie różnych łatek się boję, choć już nie powinnam, bo jestem na to za stara.

Ale zauważcie. Nawet w sklepie z gazetami jest regał z prasą „kobiecą” i pozostałymi treściami. Bo my, kobiety, lubimy czytać plotki i o makijażach. Jasne. Dzięki za szufladkę.

***

Z zasady nie czytam książek z kwiatowymi, romantycznymi okładkami, egzaltowanymi albo patetycznymi tytułami złożonymi zbyt ozdobnym fontem. Rozwiane włosy, kwiaty, cukierkowe kolory. Na pewno nie sięgnę po taką książkę w bibliotece ani tym bardziej w księgarni.
Natomiast zdaję sobie sprawę, że takie książki są chętnie czytane. Trochę mnie to boli, a trochę przeszkadza jako filolożce. Taki snobizm pofilologiczny. Ale trochę już zaczynam odpuszczać i rozumieć, dlaczego ktoś to czyta. Powoli.

***

Tak zwana klasyka literatury jest zdominowana przez pisanie męskie. Istnieje niepisane przekonanie, że literatura pisana przez mężczyzn jest dla wszystkich. Mówi o odwiecznych problemach ludzkości. Literatura kobieca jest dla kobiet, i to niektórych, bo dla mnie na przykład (mam wrażenie) nie jest.

Czytałam kiedyś książkę poetycką o islandzkim miasteczku. Przepiękną książkę, delikatną, świetnie napisaną. W połowie lektury zerknęłam na okładkę. Czy pisze to kobieta? Jeśli tak, jej ocena spada o połowę (pomyślałam) – skoro to kolejna przepoetyzowana książka kobieca. Ale okazało się, że pisał to mężczyzna. Jeśli tak, to w porządku. Nadal jest to dobra książka.
Autosabotaż w głowie.
Tak przy okazji – lubię skandynawskie pisanie, takie chłodne i oszczędne. Zupełnie nie pasują mi książki latynoskie.

***

Ileż to już lat noszę w sobie myślenie, że nie jestem w stanie nic ciekawego przekazać czytelnikom.
Na studiach polonistycznych świadomie odrzucałam książki pisane przez kobiety. Nie podobało mi się skupienie na odczuciach, uczuciach, chciałam suchej narracji, tematów innych niż miłość i relacje.

***

Mam duży problem z pisaniem powieści o kobietach i dla kobiet. Kobiety to połowa świata. W Polsce czyta więcej kobiet niż mężczyzn.
Piszę i omawiam się, czy będzie to książka, którą będzie chciał przeczytać mój mąż, kuzyn, bracia, tata. Jeśli przeczytają to moje koleżanki, bratowe, to za mało – takie myślenie mam w głowie i jest to – uważam, myślenie bardzo rozpowszechnione. Doświadczenia kobiety, ich wrażliwość i ich punkt widzenia nie są gorsze, mniej ważne.

Dlatego cieszy mnie, że kolejna kobieta dostaje literackiego Nobla.
Czy jest to literatura kobieca? Nie. Jest uniwersalna.