Pracuję w inspirującej szkole

Pracuję w inspirującej szkole. Oto dowód.
Ta polonistka z filmu to ja.

screen z filmu

***

Staram się być równie inspirująca i cieszę się, że jestem w miejscu, które mi to umożliwia.
Ma to jednak swoje wady. Chwilowo moja wena kończy się, gdy tylko wymyślę lekcje, autorskie kartkówki i sprawdziany, projekty i narysuję karty pracy. Czasem pomaga mi w malowaniu obrazów. Chętnie uczestniczy w sobotnim wymyślaniu potraw i urzeczywistnianiu ich ku uciesze kubków smakowych. Niestety uporczywie nie chce współpracować przy pisaniu bloga i powieści.
Powieść… Taaaak… Skończyłam pisanie powieści, która obecnie sobie leżakuje. Dojrzewa. Nie sądzę, bym była z niej kiedykolwiek tak dumna jak z „Bielskich profesji”. Nie wiem, czy będę ją poprawiać i wysyłać do wydawnictw. Wena milczy. Nie wiem, o co może jej chodzić.

***

Wracając do inspirujących lekcji w mojej szkole. Jestem dumna z tego filmu, bo wymyśliłam tę lekcję i uczniowie w niej ochoczo uczestniczyli, dodali swoje pomysły (tylko my wiemy, jakie sobie zrobili identyfikatory, co wymyślili w gazetkach i jak ozdobili kącik mediów społecznościowych). Kreatywna gromadka. Aż miło. Dobrze się bawiliśmy. Owszem, mamy takie lekcje, chociaż mamy i takie, gdzie analizujemy teksty czy recytujemy „Inwokację” – to (fascynujące) przeżycie łączy pokolenia!

***

Na tym obecnie wyczerpuje się moja kreatywność. Może po prostu powinnam znaleźć spokojniejszą (czytaj: nudniejszą) pracę. Ale jeszcze chwila. Jeszcze poróbmy wspólnie coś ciekawego.