Dziwny jest ten rok

Powoli kończy się ten dziwny rok.

Wiele planów trzeba było odłożyć na później i nagle okazało się, że nic nie jest pewne. Ani moje drugie (i ostatnie) spotkanie autorskie, ani pisanie następnej książki, ani organizowanie w pracy rzeczy, które zaplanowałam, ani wyjazdy, spotkania z ludźmi, z którymi się dawno nie widziałam i za którymi się stęskniłam.

Dziwny rok.

Jak mówi moja mądra mama, nic na to nie poradzimy. Mówi tak w trudnych sytuacjach naszego życia i to chyba jest jedyna rada, jaką można wtedy dać.
Tęsknię za ludźmi, za teatrem, za galerią sztuki, do której można wpaść tak po drodze, za ulubioną kawiarnią, w której zawsze jest beza, i za drugą, która ma świetne wypieki i siedzisko przy samej szybie. Tęsknię za morzem i lasem iglastym. Za samą możliwością planowania podróży. Chwilowo muszę wszystkie plany umieścić w metaforycznym folderze „Kiedyś”. Albo za rok, albo za dwa. Nie wiadomo.

Po całym dniu zdalnej pracy nie mam już ochoty na jakiekolwiek wydarzenia online. Dźwięk głosu z komunikatora przyprawia mnie o ciarki i mierzi. Oglądam filmy i seriale, dziwiąc się w myślach, że jeszcze roku temu zbiorowiska ludzi bez maseczek były czymś zupełnie normalnym.

Żyjemy w dziwnych czasach, czasem przygnębiających, czasem absurdalnych.  Nie mam puenty. Nie mam mądrej rady.

Dzień dobry, marcu!

Wraz z nadejściem marca kończy się luty i to chyba najważniejsze, dlaczego warto w ogóle zacząć oficjalne cieszenie się. Luty był okropny. Nazwa taka ciekawa, a zawartość podła. Szachraj z tego lutego.

Nie to co marzec. Marzec nic nie obiecuje. On po prostu mówi, że będzie zaskakująco (nie będę obrażała inteligencji Czytelnika i przytaczać owo oczywiste przysłowie).

Marzec ma w pakiecie różne przyjemnostki. Oferuje nam Dzień Kobiet, powiewy wiosennego powietrza, dłuższe dni. Mnóstwo fajnych osób ma wtedy urodziny. No i ja.

Mam różne plany na marzec.

  • Obmyślanie spotkań z miłymi ludźmi. Małe radości codzienne. Gotowanie.
  • Pisanie powieści – skrawkami. Jeśli nie umiem inaczej, to niech będzie skrawkami. Ważne, by cieszyło i posuwało się do przodu. Nie chcę marnować kolejnych lat na niepisanie.
  • Wysyłanie gotowej, jeszcze cieplutkiej drugiej książki do wydawnictw.
  • Malowanie akwarelą (Riennahera i Blimsien skutecznie mnie zachęciły dla tworzenia dla przyjemności i relaksu).
  • Oglądanie kolejnego francuskiego serialu.
  • Spacer po parku. Coś się tutaj grubo pozmieniało, bo ja nigdy nie tęskniłam za spacerami po parku. Teraz tęsknię. Zapewne po pięciu minutach mi się znudzi, ale ja wiem, czego szukam. Tego zapachu. Ziemistego, mokrego zapachu marca.

Witaj więc, Miły Panie Marcu, upersonifikowany, kompletnie umowny odcinku czasu.