Dzień dobry, marcu!

Wraz z nadejściem marca kończy się luty i to chyba najważniejsze, dlaczego warto w ogóle zacząć oficjalne cieszenie się. Luty był okropny. Nazwa taka ciekawa, a zawartość podła. Szachraj z tego lutego.

Nie to co marzec. Marzec nic nie obiecuje. On po prostu mówi, że będzie zaskakująco (nie będę obrażała inteligencji Czytelnika i przytaczać owo oczywiste przysłowie).

Marzec ma w pakiecie różne przyjemnostki. Oferuje nam Dzień Kobiet, powiewy wiosennego powietrza, dłuższe dni. Mnóstwo fajnych osób ma wtedy urodziny. No i ja.

Mam różne plany na marzec.

  • Obmyślanie spotkań z miłymi ludźmi. Małe radości codzienne. Gotowanie.
  • Pisanie powieści – skrawkami. Jeśli nie umiem inaczej, to niech będzie skrawkami. Ważne, by cieszyło i posuwało się do przodu. Nie chcę marnować kolejnych lat na niepisanie.
  • Wysyłanie gotowej, jeszcze cieplutkiej drugiej książki do wydawnictw.
  • Malowanie akwarelą (Riennahera i Blimsien skutecznie mnie zachęciły dla tworzenia dla przyjemności i relaksu).
  • Oglądanie kolejnego francuskiego serialu.
  • Spacer po parku. Coś się tutaj grubo pozmieniało, bo ja nigdy nie tęskniłam za spacerami po parku. Teraz tęsknię. Zapewne po pięciu minutach mi się znudzi, ale ja wiem, czego szukam. Tego zapachu. Ziemistego, mokrego zapachu marca.

Witaj więc, Miły Panie Marcu, upersonifikowany, kompletnie umowny odcinku czasu.

Ostatni rok – podsumowanie

Ostatni rok mojego życia – nowszych nie pamiętam. Ten „ostatni rok” był dobry. Zaczął się w cudzym, ale miłym mieszkaniu, kończy się podróżą.

Kiedyś nie cierpiałam sylwestra i tych wszystkich mecyj związanych z końcem roku. Tymczasem okazuje się, że jeśli rok potraktować jako przestrzeń do zagospodarowania planami (nie: marzeniami. Planami), właściwie to jak nieustającą (ekhm) pracę domową – to wychodzi na to, że i sylwester ma jakiś swój urok.

zima1

(Urokliwa zima jako tymczasowy przerywnik; fot. Mariusz Bieniek)

Tak więc w 2017 zrobiłam następujące rzeczy:

  • stawiałam sobie wyzwania – nauka pływania i samotne zmagania z językiem francuskim, ścianka wspinaczkowa, malowanie obrazu, przyjęcie urodzinowe, próby powrotu do jazdy samochodem,
  • zmieniłam miejsce pracy, co było dla mnie trudne, ale chyba konieczne,
  • nauczyłam się odpoczywać w wakacje (nareszcie! Dla pracoholika definiującego się przez pracę to doprawdy powód do radości),
  • zapisałam się do różnych ciekawych grup internetowych, gdzie mogłam się uczyć, dyskutować i inspirować,
  • na ściance zrozumiałam, że to, o czym tak długo myślałam, niekoniecznie jest dla mnie,
  • przeżyłam czas bardzo długiego przygnębienia, ale i powolne zesmutnychwstawanie,
  • odpuściłam wiele spraw, na których mi nie zależało, przestałam się zadręczać i spuściłam z tonu (wymagań). Polubiłam siebie bardziej, bo cóż to za korzyść – nie lubić siebie?

Niedawno natknęłam się na pytanie: czego chcesz się nauczyć w następnym roku? I powoli przemyśliwuję odpowiedź.
A Ty?