Jestem tu prywatnie

Jestem w internetowej grupie polonistek i zawsze dziwi mnie, gdy widzę, że ktoś w sobotę rano lub głęboką nocą wrzuca jakieś materiały. Dostaję zaproszenia na szkolenia w niedzielę. Kto – zamiast siedzieć przy kawie, ciastku i durnym filmie wysyła takie rzeczy w niedzielę albo ustawia, żeby się wysyłało w niedzielę?
Walczę o balans, ale widzę, że nie tylko ja mam z tym problem. Może inni nie uważają, że to jest problem. Ale jest.

Jest gdzieś granica. Nasze życie i nasza praca. Nie jesteśmy tylko pracą. Nie musimy myśleć o niej non stop. Mam prawo do weekendu, do przerwy od lekcji i przerw, myślenia o uczniach, lekcjach i lekturach. Może ktoś uważa, że im bardziej jest oddany pracy, tym lepiej to o nim świadczy, tym jest lepszym specjalistą, ale z mojego doświadczenia wynika, że jest po prostu dużo bardziej zmęczony.
A zmęczony nauczyciel to nie jest dobry nauczyciel.

Nie jestem tylko nauczycielką. W sobotę siadam do redagowania cudzych książek i myślę: dzisiaj jestem redaktorką. Wchodzę w inną rolę. Dzisiaj wykonuję inny zawód (lubię płodozmian). Potem piszę trochę swoich rzeczy, jeśli mam co pisać. Nadal jednak nie czuję się pisarką, chociaż ta etykietka jest najbardziej kusząca. Ale jak wiadomo, etykietki są niepotrzebne.

Otwieram więc Facebooka, Instagram, Pinterest i myślę: Dzisiaj jestem tu prywatnie. Jako ja.

To normalne

To normalne, że czasem się nie chce. Nikomu. Nawet tym, którzy lubią to, co robią.

To normalne, że potrzeba nam rozruchu w poniedziałek rano.

To normalne, że jesteśmy bardziej zmęczeni.

Czytałam ostatnio książkę „Chrobot. Życie najzwyklejszych ludzi świata” (Czy polecam? Oczywiście!). Prócz ciekawych spostrzeżeń, jakie się ma możliwości w różnych krajach, na różnych kontynentach, jakie się ma szanse na poprawę swojego losu, wyniosłam też pewne przemyślenie. Niepokojące.

Otóż mamy w Polsce kult pracy niemal jak w Japonii. Pracuj, pracuj, pracuj. Dziecko w szkole – ucz się, ucz się, ucz, do oporu. Nie ma czasu na odpoczynek. Odpoczynek to fanaberia. Najlepszy nauczyciel ciśnie i wymaga tak, że nie wyrabiasz – myśli wielu. Ilu z rodziców nadal uważa, że najlepszego nauczyciela trzeba się bać?

Powiem coś oczywistego: mając za dużo na głowie, mało kto wyrabia, ale jeszcze nie do końca doszło do nas, że odpoczynek to konieczność, byśmy mogli wyrabiać bardziej. Mając za dużo na głowie, nie zrobi się dobrze swojej roboty.

Mamy prawo być zmęczeni. To był ciężki rok.

Nauka odpoczywania

Chwilę mnie tu nie było, bo zawaliłam się robotą po uszy. Po koniuszek mojego długiego nosa. I przestałam się wyrabiać. Nie ma sensu się nad tym rozwodzić, w dzisiejszych czasach wielu ludzi jest przepracowanych, więc wiecie, o czym mówię. Skupmy się na przyjemnościach, ponieważ…
Te czasy chwilowo minęły i przyszedł urlop. Zaczynam odzyskiwać swoje życie i swój czas.

Najpierw trzeba odespać zarwane noce. Wykreślić z głowy i języka wszystkie „muszę” i „powinnam”. Uspokoić kroki i zwolnić. Zacząć wychodzić z domu, spacerować, ruszać się.
Potem można zacząć robić coś kreatywnego i uspokajającego. Dla mnie czynnościami łączącymi te dwie rzeczy jest po pierwsze gotowanie, a po drugie – malowanie. Co prawda nie znam się na malowaniu i w praktyce wygląda to jak mieszanie farb bez ładu i składu, ale skoro to uspokaja i cieszy, to nie widzę powodu, dla którego miałabym tego nie robić.

obraz

Mam na liście zaległe filmy i seriale, a na biurku książki, które czekają na przeczytanie. I są to książki, które chcę przeczytać (w moich obu pracach czytam książki, które muszę przeczytać. Znowu to przeklęte słowo „muszę”).

Po trzecie – spotykanie się z dawno niewidzianymi ludźmi. Tęsknię za ludźmi i jestem ich ciekawa.  Tym bardziej cieszy, jeśli mogę ich zobaczyć twarzą w twarz, a nie przez Zoom czy Messenger.
Daję zatem odpocząć mojej głowie, by wróciły do mnie słowa. Słowa na Czeremchową i słowa do książki.

Oddajcie mi mój mózg

Spotkałam mózgożercę. Nazywa się pracoholizm.

Ale od początku.
Wzięłam na siebie dużo (za dużo) pracy i podkręciłam tempo. Na nic innego nie starczało czasu ani wytchnienia. Przestałam mieć pomysły. Przestałam mieć chęć. Przestałam się inspirować. A to już jest gruba przesada.

Poświęcanie życia dla pracy samej w sobie nie ma sensu, ale poświęcanie czasu i energii na to, by robić swoje rzeczy jak najlepiej i żeby dać jak najwięcej wartościowych rzeczy ludziom, których się lubi – to już ma sens.
Byleby się w tym nie zatracić.

***

Obecnie trwa proces odzyskiwania mózgu.
Restartuję system. Odciążam. Dopuszczam do głowy inne myśli niż tylko te o pracy.
Poczucie wyjałowienia i intelektualnego wyeksploatowania to tylko etap przejściowy (do którego jednakowoż sama doprowadziłam, niechcący).

Będzie bez puenty, bo restartowanie trwa.
Może w następnym tygodniu pojawi się jakaś błyskotliwa myśl. Na razie cieszę się, że w ogóle jakaś myśl się pojawia. Oby tak dalej.

Meldunek z zaginionego tygodnia

„Kolejny zagoniony tydzień” – miałam napisać, a tymczasem słownik w telefonie zamienił mi na: „Kolejny zaginiony tydzień”.
Pomyślałam, że w tej pomyłce jest jakiś sens. Tydzień, który zaginął, bo tyle było spraw, że ani się człowiek obejrzał, a tu już sobota, a tu już październik.

Tygodnie mijają szaleńczo, a moje myśli zamiast obracać się wokół obserwowania zmienności przyrody (o, już zimno, o, już mgły jesienne, o, już czerwone liście, o, już gołe gałęzie, o, już śnieg…!) są raczej skupione na: o, jeszcze sto stron, o, jeszcze trzy rozdziały, o, jeszcze wprowadzenie, o, jeszcze bibliografia do sprawdzenia, o, przyszły poprawki, o, przyszedł deadline. Albo: o, już ta lektura, o, kolejny sprawdzian do opracowania i poprawienia, o, stos zeszytów, o, wiadomość od rodzica, korepetycje, o, kolejny konkurs plastyczny (na kiedy?), o, apel 11 Listopada.

Tak mi to właśnie upływa. I takie to właśnie jest to życie… (że pozwolę sobie użyć tego obiadowego westchnienia serwowanego gdzieś około deseru i opowieści o ludzkich niedolach).

***

Mama: „Nie miałam czasu nawet podlać kwiatów przez cały tydzień”. Nieraz wymieniamy się wiadomościami o tym, jak to każda z nas ma dużo na głowie. Jakie jesteśmy zmęczone i przepracowane (jakby to nie był nasz wybór, ilu rzeczy nie chcemy odpuścić).

Żeby nie było, że ja niby taka pracowita, a w domu niepozamiatane i rzeczy w pudłach po remoncie – ja jestem nadaktywna jedynie na polu zawodowym, a moja mama zajmuje się wszystkim i ogarnia wszystko. Wszystko co się da.

Pracoholizm wyniesiony z domu – jeśli pracujesz, jesteś człowiekiem wartościowym, tak mnie wychowano. Dobrze wypełniać swoje obowiązki. Dużo i dobrze pracować. To nasze zadanie na tym łez padole.

***

„Jeszcze dzisiaj nie usiadłam” – to powiedzenie jest mi dobrze znane. Godziny spędzone na nogach, krzątanie się, dreptanie, wykonywanie roboty, której nie widać. Ale widać, kiedy jest niewykonana. „Jeszcze dzisiaj nie usiadłam” – czytam książkę o takim tytule. Jakie to znaczące. Jestem przepracowana i się tym chwalę. To mój wkład w funkcjonowanie tego świata. Uprawiam swój ogródek. Robię swoje. Im więcej robię, tym więcej jestem warta.

Moja mama często kończy rozmowę telefoniczną zdaniem rzucanym ot, tak: „No to krzątaj się tam”. No to się krzątam, mamo.

Wy też się tam krzątajcie, ale pamiętajcie – jest weekend, może też warto trochę odpocząć?