Galanty spis słówek z mojego domu

Wychowałam się na granicy województwa łódzkiego i świętokrzyskiego. Kiedy przyjechałam do Łodzi, poznałam słowo „migawka”, a kiedy przyjechałam do Bielska-Białej, musiałam je zapomnieć, bo nikt go nie rozumiał. Tak jak ja nie rozumiałam, co to znaczy „przepaść przez próg” albo co to znaczy, że coś jest „skitrane”.
Teraz nikt by nie rozumiał, gdybym powiedziała, że „dycham” albo że się zrobił „kazub”. Ale nie chcę o tych słowach zapomnieć. Przypominają mi dom. 

***

Wkasać, wkasany

Wkasać to wpuścić bluzkę albo koszulę w spodnie.
Ktoś może być wkasany albo wykasany. Wykasany wygląda niezbyt schludnie, zwłaszcza jak mu zwisa jeden róg koszuli. Wkaszże się, chłopie.

***

Majgać

Majgać to turlać się z górki za pomocą fikołków, ale takich obracanych, przez bok, nie przez głowę. W innych regionach mówią na to: kulać. Majganie jednak ma swój urok.

***

Kazub, kazubek

Kazub to nic innego jak gruby kożuch na mleku albo na zupie (na przykład na zalewajce). Są ludzie, którzy nie znoszą. Ja akurat mleczny kazubek lubię. Ostatnio usłyszałam, jak tego słowa używa pewien czterolatek i ucieszyłam się w duchu, że zna takie regionalne, unikatowe określenia.

***

Dychać

Moje babcie mówiły tak, gdy ktoś kaszlał. Mama nadal tak mówi. Wydaje mi się to wielce słuszne, bo uporczywy kaszel brzmi mniej więcej tak, jakby ktoś chciał wyzionąć ducha, wypuścić duszę (z tego też względu powstał zwyczaj zasłaniania ust podczas kichania – żeby dusza jeszcze nie uciekła. Tak, przez usta. Tak, to stary zwyczaj).
No, więc dychanie mamy za sobą.

***

Galanty

Najpiękniejsze słowo zostawiam na koniec. Galanty to taki nawet, nawet, ale już z lekką nutą aprobaty i nawet podziwu.
Galancie ci to wyszło. Galancie wyglądasz.
Galanty z niego kawaler.
No, piękne słowo. Takie nie za bardzo optymistyczne, a jednak aprobujące. Z taką lekką polską rezerwą, ale jednak komplement.