Moja ulubiona aktywność fizyczna

Moja ulubiona aktywność fizyczna to leżenie na łóżku z książką i ruch gałek ocznych. Ewentualnie odwrócenie się na drugi bok lub przewrócenie kartki. Od tego powinnam zacząć i jeszcze niedawno na tym bym zakończyła. Zdaję sobie jednak sprawę, że to nie wystaczy, by być zdrową i w miarę energiczną osobą bez nadwagi, więc prócz szybkiego chodu stopniowo zaczęłam praktykować również inną aktywność fizyczną. Stosowną do moich zainteresowań, charakteru i pozwalającą na noszenie ubrań ładniejszych niż dres i rozciągnięty podkoszulek.

WF

Nigdy nie miałam zwolnienia z WF-u. Inne dziewczyny siedziały na ławce i plotkowały, a ja w przepisowej granatowej koszulce grałam w siatkówkę czy koszykówkę. Nie był to mój ulubiony przedmiot szkolny, ale dało się przeżyć.

Sporty walki i samoobrony

Na studiach zaliczyłam rok sportów walki i samoobrony. Rozgrzewka wykańczała dokumentnie. Najpierw nauczyliśmy się padać, a potem przewracać bliźniego. Następnie go bić i kopać. Zwykle byłam w parze z jakimś chłopakiem, ale chyba byłam w tym niezła, bo po jakimś czasie wszyscy moi partnerzy bali się ze mną ćwiczyć.

Taniec

Na studiach artystycznych przez rok uczyłam się tańca ludowego i współczesnego. Gdy zobaczyłam plan zajęć, wpadłam w lekki popłoch. Ja nie lubię tańczyć, nie tańczę!

Prowadząca była naprawdę znakomita w tym, co z nami robiła. W ciągu semestru nauczyłam się profesjonalizmów baletowych typu plié, relevé, pas de bourrée, a na zaliczenie tańczyłam polskie tańce narodowe do skocznej irlandzkiej melodii. Po roku odkryłam, dlaczego taniec współczesny (w przeciwieństwie do okropnego towarzyskiego) jest świetny: tańczy się samemu, można się walać po podłodze i przy okazji jeszcze wymasujesz plecy, pokazuje się emocje, można dać się ponieść. Musisz tylko pamiętać parę podstawowych zasad, np. kiedy odwracać głowę podczas pirueta albo że ma być dużo pozycji w parterze, i będzie ok.

Po tych lekcjach zostały mi płynne i subtelne ruchy nadgarstków, gdy macham rękami. Nie wstydzę się też chodzić czasami na zumbę.

Pilates

Któregoś dnia pomyślałam, że warto trochę zadbać o kręgosłup i zapisałam się na pilates. Czytałam, że powolne ćwiczenia rozluźniają, wysmuklają i prostują zgarbionych. I tak jest. Ćwiczę równowagę, uspokajam się, rozluźniam mięśnie karku, wzmacniam brzuch. Po dwóch latach robię smukłą prostą jaskółkę, potrafię długo wytrzymać w pozycji tropiącego psa (o, takiej), a gdy idę gdzieś z plecakiem czy torbą, przypominam sobie o prostowaniu kręgosłupa i wyciągam czubek głowy w górę.

Fitness

Prócz spokojnego pilatesu chodzę także na zajęcia fitness, które właściwie mogłyby się nazywać "Wycisk". Po każdych zajęciach ledwo włóczę nogami, a mąż nieraz pyta, czy padał deszcz, gdy wracałam. Jest długa i energetyczna rozgrzewka, potem serie ćwiczeń, gdzie na przemian skaczemy, robimy squaty (czyli przysiady, w których linia kolan nie wychodzi poza stopę), ćwiczymy na podłodze, podciągamy kolana do łokci, robimy pompki, brzuszki. Gdy jestem w pozycji deski, pot z czubka nosa kapie mi na palce. Wszystko kończy się rozciąganiem i uspokajaniem oddechów oraz uświadomieniem sobie po raz kolejny, że jednak mimo wszystkich przeciwności wyjdziemy z tego cało i – co więcej – że dałyśmy radę.

Czasem się zastanawiam, po co właściwie tak się męczę. Ale gdy widzę, że jestem coraz silniejsza, bardziej wytrzymała, że przekraczam granice swojego ciała (cooo? nie zrobię jeszcze ośmiu powtórek? a właśnie, że zrobię!) i że przynosi mi to wiele radości – to już nad tym nie rozmyślam, tylko pakuję ręcznik i buty i punktualnie stawiam się w szeregu.

Rower

Czułam, że jak wsiądę na rower po wielu latach przerwy, to ta miłość wybuchnie na nowo. A ponieważ nie mam możliwości, by mieć swój własny rower, wahałam się i wstrzymywałam od spróbowania tej formy aktywności – ponieważ to uczucie musiałoby być związkiem na odległość.

Pierwsza jazda w tym roku – po leśnej drodze na Roztoczu, wieczór, wiatr, przestrzenie. Przepadłam. Teraz wypożyczam rower miejski i staram się przejechać choć kawałek zamiast jechać autobusem. Najbardziej lubię rozpędzić się aż do bólu ud, a potem zwisać nogami i machać nimi radośnie jak dzieciak.

***

Zwykle przed zapisaniem się na zajęcia czy zarejestrowaniem w systemie wypożyczania rowerów czuję obawy. Teraz przekonałam się, że ruch potrafi dać wiele przyjemności i wytchnienia, stwarza też okazję do wyładowania się. Już nie mówiąc o zmianach sylwetki. Nawet taki książkowy leniwiec jak ja po jakimś czasie ma ochotę na więcej, np. na ściankę wspinaczkową. Trzeba po prostu odkryć taki rodzaj ruchu, który nam sprawia radość (ja np. nie lubię biegać i wyciskać na siłowni) i nie zrażać się tym, że na początku może coś nie wychodzić.